Opowieść szósta, familijna. Szarwińscy.

Rodzina jest dla człowieka niczym płótno dla artysty. Przelewamy na nie nasze najwspanialsze marzenia. Kreślimy je często w sposób niedoskonały i nieudolny, ale wszyscy jesteśmy przecież zaledwie amatorami w sztuce życia. Jeśli jednak nie skupiamy się na roztrząsaniu własnych pomyłek, z czasem powstają w ten sposób prawdziwe arcydzieła. Z czasem uczymy się także, że to nie piękno końcowego efektu godne jest najwyższej pochwały, lecz wysiłek, jaki wkłada się w jego malowanie.

Richard Paul Evans

Lutka fotografia rodzinna

Zosia i Tadeusz

Ich troje (dorosłych!) dzieci, wnuczka, a także bliżsi i dalsi krewni. Wszystko to miało miejsce 7 kwietnia roku pańskiego 2018 w Amore — Residence (link).  Rozmowy niezliczone, taneczne podskoki, żarty i śmiechy — pokrótce, taki był efekt tego rodzinnego zjazdu „po wielu latach”. I ja tam byłem, za co bardzo dziękuję „super easy going persons” – Joannie (Asi) i Justynie (Jackarandzie).